No niestety, glutowanie dzisiaj weszło. Dość niespodziewanie zresztą.
Niby wczoraj wiedziałem, że może od rana padać, ale nie spodziewałem się, że będzie lać. A już analizować prognoz nie miałem czasu, bo znów lekko zaspałem. Wyjechałem w czymś, co przypominało "mżawkę plus", ale dało się jechać. Na piętnastym kilometrze, nauczony doświadczeniem, zrobiłem taktyczną nawrotkę, i była to dobra decyzja - po chwili kręciłem już w prawie ulewie. Jakoś dotelepałem się do domu, ogarnąłem, wysuszyłem, a do pracy zrobiłem sobie sześciokilometrowy spacer, między innymi przez Dębinę. Dobre i to.
Średnią miałem wiadomo gdzie. Tam, gdzie zmokło :)
Szachty nawet fajne bez ludzi :) Dębina tym bardziej. Zwierzaków, co wytłumaczalne, nie uchwyciłem. Więc kilka zaległości. Płynący zaskroniec... ...łabędź... ...oraz pewien tajemniczy stwór :) Cały zestaw oczywiście z Lasu Dębińskiego.
Komentarze (8)
Wszystko staje na głowie :) Ale spoko, zmiana klimatu według niektórych nie istnieje... :)
Lapec - czemu? :) Komfort termiczny był idealny, choć lekko się zgrzałem w decathlonowej przeciwdeszcówce :) Błotnik błotnikiem, ale i tak coś od strony, ekhm, pedałów, a może bezpieczniej napisać: korby, wleci :)
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"