Ciężko mi się dzisiaj wstawało - grawitacja poduszkowa działała aż nadto silnie. Jakoś jednak udało się wstać :)
Wyjazd późny, ale zdążyłem.
Kleszcza złapałem. Takiego na szosie. Przyczepił się do mnie na światłach w Szreniawie, usiadł na tyłku, nie pozdrowił i nie chciał dawać zmian. I tak kilka kilometrów pod wiatr. Zgubiłem go na śmieszce w Chomęcicach, którą... olałem. Kleszcz postanowił z niej skorzystać, stracił koło i potem już nie był w stanie nadrobić. Jak mi przykro :)
Ja już kilka razy miałem takich, jak jechałem swoim mtb/trekkingiem z sakwami, ale zawsze dziwnie taka szosa za tak masywnym rowerem wyglądała :)) Znowu przypomniałeś mi o słonecznikach, których nie miałem czasu poszukać :)
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"