W końcu udało się spotkać ziomka! Tygodnie się nie widzieliśmy :) Był też myszołów, ale starał się wtopić w pole. No i obowiązkowa rowerówka, tym razem z Trzcielina. Tyle. Do roboty Czarnuchem, bo znów istniało ryzyko deszczu.
Banana to się je z bułką i wtedy się lata, a nie kręci :P. Ogólnie to też śmieszna akcja, bo Adaś był wybitnym sportowcem (działaczem już nie jest!!), a na jego cześć nazwano ... bezpieczną pozycję w publicznych toaletach czy tam w lesie :D. Cóż za zaszczyt :DD
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"