Skutek? Ulewa, która mnie trafiła jakoś na dwudziestym kilometrze. Na szczęście dość szybko przeszła, a ja znalazłem sobie całkiem komfortowe miejsce na przeczekanie. Więc głównie ucierpiały moje cztery litery, bo oczywiście w szosie błotników nie posiadam. To znaczy kiedyś posiadałem, ale zgubiłem, Tak, to możliwe :)
Wyjazd po 10.30, na wschód. Trasa kombinowana, bo cofnąłem się taktycznie do Minikowa i stamtąd dokręciłem do pełnego dystansu.
Mimo średnich warunków trochę zwierzaków wpadło. Sarenka, boćki i żuraw z młodym. Jeszcze rowerówka znad Głuszynki... ...oraz komfortowa miejscówka na przeczekanie deszczu. BS-a postaram się nadrobić w najbliższych dniach.
Komentarze (3)
Kolzwer - sarenka dziękuje :) Też mam takich mało, to chlubny wyjątek.
Lapec - byłoby ciężko, ale nic nie jest wykluczone :) No proszę, Szczytniki - zgodnie z nazwą - mają w sobie coś z gór :)
Dobrze że roweru nie zgubiłeś :)). Pewnie to też możliwe :DD
Te (no może nie takie z ostatniej fotki u Ciebie) wiaty są genialne na dłuższych trasach typu Velo. Okolice Zakopca, Mazury i jeszcze w paru innych lokalizacjach je trafiałem :). Przy niektórych nawet kibelki są :).
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"