O, niespodzianka, wczoraj miałem taki kocioł, że zapomniałem zmienić status wpisu ze szkicu na publiczny. Ups :) No to niniejszym naprawiam błąd.
Miało padać. Padało.
Choć nie powiem, dano mi jakąś nadzieję. Bowiem gdy ruszałem to akurat pojawiła się przerwa i istniała teoretycznie szansa, że tak pozostanie.
Teoretycznie :)
W praktyce padało niemal non stop, choć momentami słabiej, więc jakimś cudem wykręciłem całość, ale na raty, bo wróciłem do domu na największą ulewę i dokręciłem resztę między innymi przez Dębinę.
Wiało i zacinało, co widać po średniej. Podobnej do tego oto zawodnika :) Dowód na to, że jeździłem. Aparatu nie brałem, tylko mały kompakcik. Fotka więc jedynie z oddali na stadko łabędzi. Dystans z dojazdem do roboty, bo sobota niestety pracująca.
Komentarze (2)
Dzięki, ja dzięki temu się przekonałem, że świat nie zniknie gdy nie doda się BS-a tego samego dnia :)
A już się zaczyynałem martwić co to się stało, że nie ma wpisu :) Teraz podobno ze dwa dni ze słońcem i znowu kilka deszczowych. Ja tego dnia odpuściłem rower, gratki za sumarycznie pełny dystans!
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"