Pobudka po siódmej, kawka, ogarnianie się i w drogę.
Wydawało się, że będzie fajnie i lekko, bo i ciepło, i pogodnie. Nic z tego - południowy, silny wiatr wiał albo w pysk, albo z boku. W plecy nie raczył.
Jedna z moich ulubionych alei na poznańskim Sypniewie już ma dach :) Baloty odwiedzone, ale już mało co widać, bo rzepak zaczyna rządzić :/ Ze zwierzaków polny łowca... ...niewyraźny skowronek... ...ciut bardziej wyraźna kania ruda... ...oraz kura, która zrobiła mały zator na środku drogi w Daszewicach. Miała to generalnie w kuprze :) Dystans z dojazdem do pracy, ale Czarnuchem, bo po południu miało padać.
Komentarze (6)
Kolzwer - w końcu :) Dzielę się wietrznym bólem :)
Lapec - hehe, może coś się uda po czasie :)
Marecki - dzięki :) No miały być deszcze, ale chyba przełożyli... Nie żebym narzekał, ale nocami mogłoby lać.
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"