Wolny poniedziałek po pracującym weekendzie to jak oddech po wydostaniu się z bagna. Tak, zdecydowanie nie jestem pracoholikiem :)
Odespanie, leniuchowanie i wyjazd na rower. Późno, bo koło jedenastej.
Po raz pierwszy na krótko, bo zrobiło się nad wyraz ciepło - niby lekko ponad dwadzieścia na plusie, ale w pewnym momencie licznik pokazywał prawie trzydzieści. A fuj.
No wiało. Może nie tak mocno jak ostatnio, ale ciągle w pysk.
W oddali udało się wypatrzeć pierwszego togorocznego błotniaka stawowego. Ze szpakiem było łatwiej :) Trafiła się też spylająca sarenka. Rowerówka tym razem z Trzcielina. Pieska dzisiaj nie byo :(
Komentarze (3)
Marecki - szkoda tylko, że nie raczył jakoś bliżej na tym polu się pojawić :) Szpaki już od ponad miesiąca tutaj dokazują.
Pod względem temperatury to już nawet lato było...ciekawe co latem będzie :)) To pierwsze ujęcie z błotniakiem bardzo mi się podoba, brawo za całą serię!
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"