Weekend spędzam uroczo, czyli w pracy, więc - co zrozumiałe - od samego rana towarzyszy mi radość i optymizm. Czy może myśli samobójcze? Nooo, w każdym razie jedno albo drugie :)
Wyjazd przed dziewiątą, w stanie kompletnego niewyspania, bo Kropa zażyczyła sobie wyjście o 4:50... No cóż, jak mus, to mus.
Zrobiło się cieplej, a i wiatr lekko odpuścił, choć do ideału (czyli ciszy) jeszcze sporo brakuje.
Pustułkę spotkałem i nawet uwieczniłem, ale w szarości zdjęcie jakościowo średnie. Podobnie z żurawiem. Żółw dzisiaj się schował, ale za to znów zaskoczyła mnie znajoma kibicka gdy stanąłem sprawdzić stan zażólwienia :) No nie mogło znów skończyć się inaczej niż radosnym głaskaniem, a potem zbieraniem sierści przez całą drogę powrotną. Rowerówka z Dębiny, a dystans zawiera drogę do roboty.
Psinka jakoś mnie wyczuwa gdzieś zza domów i prawie wskakuje na plecy z zaskoczenia co jakiś czas, gdy staram się zrobić zdjęcie żółwia, z optymizmem prawie mi wyrzucając z rąk aparat :)
Na pocieszenie dodam, że mogło być gorzej - u mnie weekend pracujący, a od roweru oderwały mnie problemy z zatokami... Zasowolona psinka wprowadza tu jednak bardzo optymistyczny akcent ;)
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"