Ciągle mocno wieje, ale za to zrobiło się pochmurno. Hip, hip... :)
Wyjazd oczywiście przed pracą, w stanie niewyspania.
Trasa tym razem zachodnia, co oznacza jeden plus - wiatr zrobił się trochę cieplejszy: Poznań - Luboń - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Chomęcie - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.
Mało się działo. I dobrze :) Ale coś tam uchwyciłem. Żurawia... ...oraz... pieska daleko na polu :) Rowerówka dzisiaj poddrzewna... ...a czyste zło zakwitło i jest go więcej. Na deser dzięcioł z Dębiny. Dystans z dojazdem do pracy.
Komentarze (3)
Kolzwer - mądry dzięcioł :)
Lapec - dobre pytanie. Pewnie zero :) Co nie zmienia faktu, że te ryje mi paskudzą widoki co kilka kilometrów, zasłaniając to, co ładne :)
A ile jeszcze miejsca na płocie ^_^. Zawsze mnie zastanawiało, ile osób idąc ulicą widzi plakat wyborczy i myśli "hmmm przekonał mnie - ma mój głos" xD
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"