Padaryjnie :)
O szczegółach pewnie jutro, dzisiaj tylko pokrótce o rowerowaniu.
Wyjazd około wpół do dziewiątej, w sporym - w porównaniu z ostatnimi dniami - chłodku. Ale za to - o dziwo - nie padało, choć miało. Miło :)
Wiało mega mocno z północy, ale trasa najpierw w tym kierunku, a potem na wschód, czyli: Dębiec - Las Dębiński - Hetmańska - Wartostrada do końca i z powrotem - Starołęka - Minikowo - Głuszyna - Sypniewo - Szczytniki - Koninko - Szczytniki - Minikowo - Starołęka - Las Dębiński - dom.
Najciekawsze spotkanie miałem na poznańskiej Głuszynie. Nagle coś mi przeleciało nad głową, z daleka myślałem, ze to czapla biała. Zeskoczyłem z roweru i zanim mi zniknęło, cyknąłem kilka niewyraźnych i tylko jedno w miarę ostre zdjęcie. No i jest zagadka, co to za drapieżnik. Uruchomiłem grupę znawców i rozgrzałem internet - nikt nie jest pewny. Są dwie opcje: bardzo jasny myszołów lub jastrząb żyjący na... Syberii. No ale aż tak się nie ochłodziło :)

Poza tym już klasyki - kruki oraz żuraw.


Obowiązkowa rowerówka...
...oraz dzisiejsza dynamika na niebie, oczywiście nad Dębiną.

Padam na pysk, więc BS-a nadrobię najwcześniej jutro.








