No to chyba jednak mamy zimę. Albo coś na jej kształt...
W nocy i nad ranem padał śnieg z deszczem. Potem przestał. Czekał, żebym ruszył. I zaczął, jakoś na dziesiątym kilometrze. Na szczęście nie na długo. Generalnie więc tragedii by nie było, gdyby nie jeden "szczegół" - wiatr, który wciąż masakruje, miażdży i nie bierze jeńców.
Dzisiaj dwukrotnie chowałem się przed nim na Dębinie, odpuszczając dalszą jazdę polami - wolałem usyfić się błockiem niż mielić młynkiem bez sensu, z góry będąc skazanym na porażkę.
Miałem szczęście i w lesie trafiło się akurat przejaśnienie. Ale to za drugim razem. Za pierwszym było szaro. Słabo po drodze zwierzakowo. Jedynie sarny z oddali. Za to prawdziwy rarytas trafił mi się niedaleko domu - wyjątkowo cierpliwy strzyżyk, prawdziwy model. Oczywiście skorzystałem z okazji :) Dystans z dojazdem do pracy.
EDIT: a tak się wracało z pracy. Miodzio :)
Komentarze (12)
Tak, czasy się zmieniły, a problem jest ten sam, tylko spotęgowany, bo robi się więcej śmieszek, tak tych gównianych, jak i przyzwoitych, ale zimą się je olewa.
Organizacje typu Betonowy Poznań powinny zająć się czymś mądrym, typu lobbowanie o rozsądne prawo dla rowerzystów, żeby w takich sytuacjach mieli możliwość jazdy ulicą, ale oni wolą wycinki w Dębinie i asfalt pod Wartostradę... Szprychy opadają.
Wystarczyło mi przeczytać kilka komentarzy na tej hejtoburzy - w sumie nic nowego i widocznie wciąż jesteśmy garstką całorocznych rowerzystów. Kiedyś, jak bikestats.pl był popularniejszy to na wielu blogach znajomych poruszano temat odśnieżania dróg rowerowych i nic z tego nie wyszło.
Huann - już po Twoim komentarzu dodałem zdjęcie z powrotu z pracy :) Ja tam kiedyś nie wiedziałem, że jeden i drugi istnieją :)
Andale - tak, mi się trafiło coś pomiędzy, bo oczywiście Poznań chce wycinać Dębinę pod śmieszkę, ale utrzymać zimą istniejących DDR nie potrafi. Od centrum do Hetmańskiej jakiś płużek puścili, potem do Dębca już temat olano. To był pełen emocji powrót z pracy :)
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"