Oczywiście priorytetem było wyspanie się - wiadomo. W nocy oczywiście trwało napieprzanie petardami, jednak bez tragedii - Kropa dała radę, tylko raz chowając się pod łóżko. Pies uodparnia się na debili.
Wyjazd po jedenastej, szosą. Choć z szosowaniem jazda miała niewiele wspólnego, tak wiało. Na polach czułem się jak chorągiewka. Średnia nie istniała.
Spotkałem myszołowa. To musiał być znak. Drogowy :) Nie powiem, zaskoczył mnie swoją cierpliwością - dzięki :) A pierwsza tegoroczna rowerówka oczywiście z Dębiny.
Komentarze (4)
Marecki - dzięki, tak to ja mogę witać :)
Meteor - hehe, nie, ale niech takim się stanie :)
Kolzwer - dziękuję, fajne życzenia, które kieruję dalej dla wszystkich całorocznych rowerzystów :) Nie, myszak nie ten sam, inna miejscówka, ale może mają jakiś system przekazywania informacji i już jestem swój? :)
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"