Krótko i treściwie: znów było dzisiaj paskudnie. Zgodnie zresztą z zapowiedziami.
Wyjazd Czarnuchem, bo coś tam kropiło, więc w trosce o cztery litery wybrałem sprzęt z zainstalowanym błotnikiem.
Trasa kombinowana, bo czas gonił, więc ostatnie pięć kilometrów to dojazd do roboty. Czyli: Dębiec - kółko po Dębinie - Dębiec - Luboń - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Komorniki - Plewiska - Fabianowo - Świerczewo - Dębiec - Las Dębiński - Starołęka - Minikowo - Starołęka - Las Dębiński - dom - centrum.
Trochę z powodu tego, że wiało ciągle w pysk, trochę z powodu tego, że dobrych kilka kilosów to kręcenie po lesie, a trochę z powodu tego, że mi się nie chciało, średnia masakra.
Smog panuje i opanowuje wszystko, w tym żurawie. A fuj! No i symboliczna rowerówka. Też a fuj :)
Wciągnąłem dziś trochę smogu biegając służbowo po mieście prawie 10 godzin /kilometrów 36). Tyle, ile mogłem whuonnąłem, reszta - dla innych ;-p Podsumowując: kachu, kachu - i do piachu!
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"