Dzisiaj - szok i niedowierzanie - pojawiło się słońce na niebie. Jeden dzień, ale zawsze coś.
Ciągle wiało, może minimalnie mniej. Z naciskiem na "minimalnie".
Miałem misję - odebrać specjalne "koszerne" (czyli bezglutenowe) ciasto z Komornik. Misja zakończyła się sukcesem.
Trasa zachodnia, tak skonstruowana, żeby nie telepać się ze słodkościami przez kilometrów czterdzieści, a tylko przez dziesięć: Poznań - Plewiska - Komorniki - Rosnowo - Palędzie - Dopiewiec - Dopiewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Konarzewo - Chomęcice - Rosnowo - Komorniki - Luboń - Poznań.
Oto słońce: Oczywiście na Dębinie ;) A rządziły dzisiaj żurawie. Dużo żurawi. Dystans z dojazdem do pracy.
Wieczorem...późnym wieczorem już nawet aporo mniej wiało :) Dobrze, że mam tyle okien w pracy, bo też to słońce mogę odnotować, a żurawiom jak widać również sprzyjało - dobre foty!
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"