Jest więc moim małym sukcesem ten dzisiejszy glut. Gdzieś tam w tyle łba tliła się myśl o całym dystansie, nawet taktycznie zrobiłem po powrocie w okolice domu próbę pojechania dalej, ale w tym samym momencie ostro lunęło, więc odpuściłem. Trzeba się szanować :)
Zdjęcia oczywiście symboliczne.Ale żeby nie było tak brzydko, to najpierw bogatka z Dębiny. A teraz już paskudowość jakościowa, czyli kadry z kompaktów podczas deszczu, w tym kruk, czapla i rowerówka. Do pracy rowerem nie jechałem :)
Komentarze (5)
Kuba - dzięki za bogatkę. A czapla i paskudna pogoda jedność, one to lubią :)
Huann - hm, nie myślałem o tym :) Dzięki za podpowiedź, choć w sumie nie wiem dla kogo byłby taki kalendarz w czasie smartfonozy :)
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"