Sobota spędzana niestety w pracy, więc wysypianie nie było mi dane. A i patrząc na swój najbliższy grafik będę głównie chodził jak zombie. I tak samo jeździł :)
O dziwo ani nie padało, ani już koszmarnie nie wiało, do tego nawet dało się miejscami zauważyć słońce. Więc... się nie spieszyłem.
Łąka w Kamionkach znów zalana (walcie się, potencjalni deweloperzy, ha!)... ...a martwe drzewa na styku poznańskiej Głuszyny wciąż stoją. Tam też... walcie się potencjalni deweloperzy! :) Spotkałem znajomą rodzinkę żurawi... ...oraz sarenki. Oczywiście Dębina punktem obowiązkowym. Dystans z dojazdem do pracy.
Komentarze (7)
Lapec - hehe, jakby co będę działał wcześniej na info o tym. Już szykuję się na pozwy :)
Kuba - dziękuję :)
JPbike - hehe, coś w tym jest :)
Meteor - taaa, cześć Żurawiu Numer Jeden i Żurawiu Numer Dwa wraz z Juniorem :)
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"