No i niestety dzisiaj trzeba było już klasycznie zwlec się do pracy. Koszmar. Po co to komu? :)
Pogoda była zaskakująco ładna - nawet pojawiło się słońce, a temperatura podskoczyła w górę. Coś nie tak :)
Ale muszę przyznać, że całkiem miło było zobaczyć coś więcej niż szarość. Chociaż przez jeden dzień.
Trasa tym razem wschodnia, bo wiało jakoś z grubsza z południa: Dębiec - Las Dębiński - Starołęka - Minikowo - Czapury - Babki - Głuszyna - Sypniewo - Szczytniki - Koninko - Borówiec - Kamionki - Szczytniki - Koninko - Szczytniki - Sypniewo - Głuszyna - Starołęka - Las Dębiński - dom.
Z opalanka skorzystały sarenki z okolic Kamionek, przy okazji dając się obfocić. No i to w sumie tyle atrakcji :) Jeszcze obowiązkowa rowerówka wiadomo skąd... ...a potem już tylko dojazd do roboty.
Jutro... ma padać :/
Komentarze (11)
Lapec - cóż, klima nie powstała bez powodu :) Szkoda, że nie da jej się rozdzielić personalnie :)
Kolzwer - sarenki to ja w sumie lekko obudziłem (sorry!), tak im dobrze było blisko wsi, gdzie mordować nie można :)
Meteor - dokładnie, słońce jest zbawieniem zimą, a przekleństwem latem. Taki to mamy umiarkowany klimat :)
Takie dni teraz, to skarb i jak widać wszyscy z niego korzystali :-) Jakkolwiek, jednak sarenka tak jak ja, preferuje opalanie w cieniu... tyle, że teraz to nawet ja chętnie przysiądę na słońcu, nie to co latem.
U mnie tego dnia prawie 13 stopni, szkoda, że taki ciepły epizod był tylko przez te dwa dni, jak człowiek akurat nie miał czasu :)) Sarny ładnie poczekały na odpowiednie ujęcia ;)
Lapec - u mnie działa przez cały rok, chyba że jestem na zmianie z koleżanką, której zimno przy 25 na plusie :) Wtedy są podchody, bo o kompromis ciężko :) O suchości może nie, ale wróciłem :)
@Trollking - lampki to ja mam, ale przyjemność z jazdy o tej porze roku w godzinach szczytu po zmroku i temperaturze listopadowej byłaby dokładnie zerowa.
Wczoraj jak byłem w pracy w innym biurze, to jak wróciłem do swojego to ... klima działała :O. To nie jest normalne i pod koniec listopada i w sumie w ogóle ;))
Deszcze dziś nieprzewidywalne - mam nadzieję że o suchości wrócę/wrócimy ;)
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"