Dzisiaj niby wolne, ale i tak spora część dnia poza Poznaniem, więc kolejny wpis na szybko, bo czas odzyskam dopiero wieczorem.
Pobudka lekko po siódmej i najpierw walka z drzemkowaniem. Jako tako wygrana, bo tylko pół godziny opóźnienia względem tego co planowałem :)
A potem już tylko walka z wiatrem, a bardziej huraganem. Chyba na remis, bo ze średnią tragedia, ale przynajmniej dojechałem, mimo że do atrakcji doszedł jeszcze przelotny deszcz.
Znów na chwilę słońce się pojawiło, i to na Dębinie. Przypadek? :) Po drodze już skromniej. Ze zwierzaków jedynie spłoszone żurawie. Ale za to całkiem sporo. No to tyle na dziś :)
Komentarze (4)
Kuba - dzięki, pogoda to jedno, ale gorsze było hamowanie i wyciąganie aparatu w kilka sekund, żeby cokolwiek uchwycić :)
Lapec - hehe, nie, ale dzięki za przypomnienie, że kiedyś należy to zorganizować :) Tym razem jeszcze bardziej na południe, a ja znów nie mam czasu nadrobić zaległości na BS, choć to kiedyś musi się udać :) Oj tak, kanapowcy zachwyceni. Ja mniej :)
Kolzwer - ten deszcz ze śniegiem to już chyba aktualnie norma :( No i dzięki, łapałem się każdego możliwego kadru w tej aurze :)
U mnie to nawet tego dnia deszcz ze śniegiem padał i trochę mnie zniechęcił do rowerowego dojazdu do pracy :)) Ujęcie z samotnym drzewem najbardziej mi się podoba ;)
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"