Temperatury przestały być śmieszne. Stały się zabójcze.
Do tego stopnia, że nawet ja wykazałem resztki rozumu i na drogę nie wziąłem plecaka z aparatem. Dzięki temu jakoś przeżyłem, a i - kurde - lepiej się jeździ bez skorupy na plecach :) Muszę częściej stosować, bo i tak aktualnie wypatrzenie czegokolwiek na polach graniczy z cudem.
Wspominałem już kiedyś, że nienawidzę upałów? Jeśli tylko miliard razy, to miliard pierwszy nie zaszkodzi :)
Wychlałem cały bidon, musiałem ze trzy razy zatrzymać się w cieniu, ale jakoś dojechałem. Po powrocie - dzień wolny - musiałem się zregenerować drzemką, a dopiero potem ruszyć ogarniać zaległe sprawy.
Natomiast wieczorem Dębina i... bober :) Szkoda, że było już ciemnawo i fota średnio wyraźna, ale znów jest i on. Tu warunki zdychania: No i dokumentacja, że nie wymiękłem. Jak dobrze, że mam ten swój las... Jutro ma być... jeszcze gorzej :/
Komentarze (6)
Nie do końca to on, bo z Dębiny ruszać się nie zamierza, ale na pewno podobny :)
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"