Nie wiem, czy z dzisiejszego wypadu się cieszyć, czy się wkurzać. Na samego siebie. Bo tak się zagapiłem podczas stawania i robienia zdjęć, że... zgubiłem licznik. Kolejny :(
Sigma jest tak beznadziejnie skonstruowana, że koszyczek się wyrabia, sam sprzęt się luzuje i potrafi wypaść na większej nierówności. To właśnie się stało. A że nad Maltą, to oczywiście już go nie znalazłem, za to ktoś stał się posiadaczem czegoś, co zapewne przyda mu się jako termometr. Bo jako zegarek nie, gdyż się spieszy. Wrr.
No dobra, ale od początku. Wiało z północnego zachodu, więc tam się wybrałem. A że rano, to postanowiłem zahaczyć o Maltę, która powinna być jeszcze pusta. No nie była, oczywiście masa pieszych łażących po części dla rowerów, norma. Ale mimo wszystko ładność rzucała się w oczy. Maltanka akurat zbierała się do pędu pełną parą :) No i ptaki. Kormorany się pojawiły, super. ...a mewy i kaczki to wiadomo :) A tej pticy nie znam :) Potem szukałem wspomnianą zgubę, jak wiadomo bez sukcesu. Ale w sumie prawie 20 kilometrów po samej Malcie wyszło, co mi pogmatwało plan wyjazdu. Więc poleciałem na żywioł, przy okazji przypominając sobie o dawno niewizytowanych częściach miasta. Okazało się, że nosa dzisiaj z niego nie wyściubiłem, a pięć dych wpadło :) Z Malty do Głównej, potem Krańcowa, Warszawska, Antoninek, Nowy Młyn, Kobylepole, Pokrzywno, Krzesiny, Garaszewo, Minikowo, Starołęka, Las Dębiński i do domu. A potem znów do centrum, ale Czarnuchem.
Staw Browarny cenię bardzo. Na koniec piękny oświecony poranek.
Komentarze (10)
Znam wiele "najsłabszych" elementów (przekłamywanie średniej, spóźnianie się zegarka etc.), ale mocowanie to koszmar największy...
Ja do tej pory zgubiłem "tylko" jedną Sigmę, fajna była, czerwona, z jakiejś limitowanej edycji...ktoś na pewno łatwo znalazł na leśnej drodze :) Tych pozostałych staram się nie odpinać ile się da i tylko dlatego się trzymają, bo mocowanie to faktycznie słaby punkt tych liczników.
A pociągi uwielbiam od zawsze, nawet pracowałem kiedyś w pewnym instytucie zajmującym się koleją. Dawno temu. Były pewne sukcesy, ale w końcu się poddałem :)
Lapec - się domyślam :) Maltanka (nie pamiętam, jechałeś?) jest genialna, na tyle, że jakoś licznik przebolałem :)
JPbike - dobrze wiedzieć, ale Sigma mnie tyle razy zawiodła, że nie mam zamiaru w nią inwestować. Poza tym zegarek mam od Polara, a skoro Sigma wybiera konkurenta, to tym bardziej motywacji brak :) Zakupiłem oczywiście kolejny ten sam model, ale tylko dlatego, że wszystkie mocowania na trzech rowerach mam takie same. Tym wygrywają, bo są mega proste, ale też przegrywają, bo po czasie zawodzą.
Ja z Sigmą jeżdżę cały czas, tyle że wolę wydać więcej na model z mnóstwem funkcji z nawigacją włącznie, a mocowanie w takowych modelach jest spoko i kompatybilne licznikami od Garmina.
Straty licznika współczuję, ale poniekąd za przyczyną zguby - się znalazłeś - tam, gdzie Cię dawno nie było :) Swoją drogą moja dwudziestodwuletnia Sigma nigdy się nie próbowała gubić, widać ma inny system mocowania.
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"