Weekend niestety w pracy. Ale płatny dodatkowo, w ramach nadgodzin, więc jakoś lepiej się idzie do roboty ze świadomością, że płacą 200% :)
Pogoda od rana była niepewna, zapowiadano nawet burze, więc na wszelki wypadek wybrałem się na rower Czarnuchem. I dobrze zrobiłem, bo gdzieś w połowie drogi pojawiły się lekkie opady, które towarzyszyły mi już do końca.
Kruk... ...żurawie... ...oraz szpaki. Dużo szpaków. Rowerówka również szara. A tu Luboń. 100% Lubonia w Luboniu. W ogóle to jak zwykle idiotów za kółkiem nadreprezentacja. Dlatego tak ucieszyła mnie reakcja kierowcy, który grzecznie czekał, żeby mnie wyprzedzić, bo było wąsko i podwójna ciągła, więc żeby mu ułatwić manewr, gdy tylko była możliwość zjechałem lekko na skrzyżowaniu w podporządkowaną i dałem znać, że może działać. Podziękował mi nie tylko radośnie machając ręką, ale i długo światłami. To przywraca wiarę w to, iż nawet w tym dziwnym kraju może być jednak normalnie :)
Dystans z dojazdem do pracy.
Komentarze (9)
O tak, też taką szarość bym przyjął teraz na klatę :)
Dzięki za przypomnienie o zaległych wpisach, których nie uzupełniłem w temacie dystansu, który należało dopisać z powrotu z pracy :) Pewnie nigdy tego nie zrobię, ale... mam w planach :)
Weekend pracujący...jak u mnie dzisiaj...a wysyp rowerzystów na śmieszkach niebywały, więc chyba się nawet cieszę z tej pracy. Taka letnia szarość w sumie dużo bardziej odpowiadała mi niż ta zimowo-wiosenna ;)
To wyspa normalności na oceanie luboniowości, oczywiście źle zrobiona, bo śmieszki z jednej strony, a potem z drugiej, kilka rond, a to wszystko na łącznie kilometrze. Najgorsze, że muszę tym jeździć, bo Luboń remontuje główną ulicę, wolną do tej pory od "ideologii DDR-ender" (o proszę, właśnie wymyśliłem pojęcie tego, z czym aktywnie walczę), ale tylko na małym odcinku, gdzie OCZYWIŚCIE będzie nakazówka z jednej strony... Szprychy opadają.
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"