Wiem, zawsze marudzę, że wieje. Bo zawsze wieje, to proste.
Nooo, prawie zawsze :)
I dzisiaj był ten dzień, gdy przynajmniej na siłę podmuchów nie mogłem narzekać, bo wiatr był po prostu słaby, przez co czułem się nieswojo. A że ciągle duło w pysk, to przecież norma :)
Moja ulubiona... ulica. Tak, ten szlak to właśnie ulica Bukowska w Konarzewie. Niech na zawsze taka zostanie. Słabo ze zwierzakami. Jedynie daleko i wysoko na niebie myszołów oraz błotniak, ledwo uchwycone. Do pracy Czarnuchem przez Dębinę, a tam moja ulubiona cierpliwa czapla :)
Komentarze (6)
Dziękuję, aktualnie jest tam łyso. Zobaczymy, czy kolejna pielęgnacja znów poskutkuje :)
Wiem, wiem, wiatr nie lubi rowerzystów, dlatego wybiera dziwne pory na spanie :)
Motyw z Konarzewa świetny! Apropo's wiatru - nie wieje często o nieludzko-rowerowych porach, czyli po 5 rano, gdy jeżdżę do pracy i po godzinie 22, ale w drugim przypadku czasem już się to w 100% nie sprawdza ;)
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"