Plusem sporo zwierzaków, które wpadły w obiektyw. Uwaga, zaczynam :)
Odlatujące żurawie na granicy Poznania i Szczytnik... ...błotniak na balocie i w locie... ...czaple wszelakie... ...i perkozy... Wracamy na ziemię. Do Polski. Na śmieszkę, o której już pisałem wielokrotnie. A na koniec już pozytyw, czyli Dębina :) Dystans zawiera dojazd do pracy.
Komentarze (8)
Śmieszki są po to, żeby nimi nie jeździć, przynajmniej rowerem :)
U nas przez 7 godzin totalna ulewa i przetaczające się burze - jedna się kończyła, kwadrans przerwy - i kolejna. Uć popłynęła dziś równo, grad też miejscami padał. Jak to mówią fachowcy - była to konwekcyjna megakomórka burzowa o charakterze stacjonarnym wypiętrzająca się właśnie nad miastem. A że nie wiało - to i nie przewiewało.
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"