W nocy padało, nad ranem pojawiły się burze, a gdy wstałem i zajrzałem za okno, musiałem się upewnić, czy nie jestem pod prysznicem :)
Na szczęście te atrakcje minęły w okolicach dziewiątej, ale było grubo - część ulic zamieniło się w potoki, znów studzienki zaczęły bawić się w gejzery, a wiatr robił swoje. Ruszyłem więc Czarnuchem, bo wiedziałem, że czysty nie wrócę.
Początkowo wszędzie kałuże, ale stopniowo wszystko zaczęło schnąć, więc można było spokojnie kręcić.
Takie było niebo po burzy: Wartostrada w kilku odsłonach. To mnie już nawet przestaje dziwić... No i oczywiście obowiązkowe ratowanie ślimaków. Kilka przeniosłem, jeden chciał być gwiazdą internetu, no to ma :) To antyrowerówka z Koziegłów. Nie mogło lasu zabraknąć :) Jeszcze kotek polny... ...oraz wartostradowa czapla. Dystans z dojazdem do pracy.
Komentarze (4)
Gustowny dzwonek i rześki dzionek => typowa cisza ... po burzy ;))) Nieboańsko ogólnie :)))
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"