Klasyk pięknie zasłonięty :) A aleja wierzb klimatyczna jak zawsze. Tamże znów przyuważyłem znajomego koziołka... ...oraz żurawie. Była też dymówka zastanawiająca się, czy to już czas na pazurki... ...oraz kotki. Jeden zaskoczony, prawie do mnie podszedł, ale gdzieś zaszczekał pies i się przestraszył... ...a drugi udawał, że jest trawą :) Doszło jeszcze osiem kilosów Czarnuchem, bo trzeba było kilka spraw załatwić, a jak wiadomo najlepiej rowerem.
Komentarze (5)
Lapec - koty są niesamowite. Te dziewięć żyć właśnie tak się zużywa :)
Dokładnie tego samego dnia kot znajomej wystraszył się ptaka. Po dwóch dniach się znalazł. Skutki upadku z 10go piętra? Zwichnięta łapka. Twardy zawodnik, tak samo jak Ty przy walce z wiatrem ;))
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"