Urywało łeb koszmarnie. Momentami wykręcić 20 km/h było sporym wyczynem. Cóż, podsumowałbym, że jesień idzie, gdyby ostatnimi czasy nie było to normą przez większość roku.
Nie było kombinowania z trasą, tylko kopiuj-wklej: Poznań - Plewiska - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Chomęcice -
Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec -
Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.
Chmurki wciąż rządzą :) No i w końcu jakieś ptactwo.
Żurawie... ...błotniak i myszołów... ...oraz czapli duet. Dojazd do pracy szosą. Oczywiście... w deszczu. Co ciekawe, na drugim piętrze jeszcze nie padało, a przy wyjściu z klatki już tak. I to solidnie...
Huann - mi prawie urwało, ale jestem przyzwyczajony, bo wszędzie mi się łeb wykręca w poszukiwaniu zwierzaków :) Oj, widuję autentycznie zawianych rowerzystów, nie szanuję :)
No proszę, te same wrażenia w kwestii zefirku - choć Ty dziś pół trasy zrobiłeś pod to coś. Ja bym zdechł, a co najmniej z pewnością urwałoby mi łeb, więc i tak bym zdechł :) Ponoć biednemu i rowerzyście zawsze wiatr w oczy - dlatego często mają zawiane spojrzenie ;)
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"