Te trzy kadry pokazują, jak bardzo uroczo było. Sorry, nawet aparatu nie wyciągałem, bo nie było po co, a do tego bałbym się, że zamoknie.
Do pracy zrobiłem sobie spacerek. Tam udało się, ledwo bo ledwo, uchwycić polskiego kameleona, czyli pełzacza. On zawsze ucieka, już nie wspominając o tym, że wypatrzenie go na drzewie to niezły wyczyn :)
Komentarze (6)
Oj wiem, zanim zobaczysz, już jest po drugiej stronie pnia :) Dzięki!
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"