To znaczy można - nie iść, ale to by było zbyt łatwe :)
W związku z tym musiałem wstać i wykonać swoje na dwóch kołach dość wcześnie. Było ciepło, ale wiało koszmarnie. Nie walczyłem.
Trasa w tę i z powrotem, czyli Poznań - Plewiska - Gołuski - Palędzie - Dopiewiec - Dopiewo - Trzcielin - Lisówki, gdzie nastąpiła nawrotka, bo w oddali zobaczyłem bielika i miałem nadzieję, że uda mi się go uchwycić. No ale niestety, gdzieś zniknął.
W Trzcielinie uciekła mi kokoszka. Wspomniana kropka na samym końcu zooma, czyli bielik. Trzeba mi wierzyć na słowo, bo z tego "zdjęcia" ciężko to wywnioskować. Trochę bliżej latał myszołów. No i jeszcze bociany. Dystans z dojazdem do pracy.
Aha, w Rosji rozpierducha. Łysy jedzie do Moskwy, jak śpiewał klasyk :) I bardzo dobrze. Idealnym wyjściem byłoby, gdyby Prigożin zabił Putina, a Putin Prigożina, ale chyba zbytnio się rozmarzyłem...
Komentarze (2)
O tak, ta dupa się wyróżniała :)
No niestety, łysy okazał się miękiszonem. A szkoda. Mogli się tak pięknie pozabijać...
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"