Prócz tego, że zmarzłem, wiało w pysk i tylko w pysk, no i tak jakoś momentami mrocznie było, wydarzeń zasługujących na uwiecznienie brak. Przelatywały nade mną klucze... ...choć solidne stado gęsi spotkałem również na ziemi... ...a sarenki - jak zwykle czujne - z ciekawością obserwowały dwunogów idących wzdłuż autostrady :) Czyli: na spokojnie, bez ciśnienia.
Potem wybrałem się do pracy Czarnuchem, przez Dębinę. Z pozytywów: udało mi się uchwycić zapuszkowanego dzięcioła średniego. I na tym koniec. Nagle bowiem rower przestał współpracować - korba się kręciła, ale wokół siebie, bez kontaktu z kasetą. Mogłem dalej jechać, ale... w miejscu. Już od kilku dni coś dziwnego się działo w okolicach tylnego koła, coś chrobotało, ale sądziłem, że jakimś cudem samo się naprawi, jak wiele razy wcześniej. Jednak nie tym razem - pozostał mi jedynie spacer do pracy, a wcześniej do serwisu (3,5 kilometra), na ostatnią chwilę. Zostawiłem go tam do przyszłego tygodnia, zobaczymy jaka będzie diagnoza. Wstępna to bębenek, co ma ręce i nogi, bo stamtąd dochodziły groźne dźwięki. Podobno to dość popularna awaria przy jeździe w zmiennych warunkach, a to było mi ostatnio bliskie. Najgorsze jest jednak to, że wciąż brakuje części i to może być największym problemem :/ Tymczasem zostałem bez zimówki, a prognozy na najbliższe dni mówią, że bez niej ani rusz. Więc powoli można już stawiać u buka wiadomo co.
Komentarze (10)
Wtedy by wpadł, ale jak zobaczysz wpis dzisiejszy, to się dowiesz, że mogłeś wygrać :)
Oj, oby jeszcze jeździł. Z roku na rok coraz bardziej szanuję ten czołg :)
Staram się pilnować jak mogę, jest silna grupa wsparcia, ale jak to się skończy? Nie mam pojęcia :/
Ten wpis już parę dni temu w górach czytałem, ale nie chciałem stawiać u buka wiadomo co => zaś za mały kurs, ale szkoda w sumie, bo pewniaczek jak czytam by wpadł :DDD
Mam otwarty wpis z wczoraj, to mogę komentować, bo Czarnuch widzę że wrócił od lekarza :). Bardzo dobrze - do kwietnia jeszcze pewnie nie raz pojedzie :)
Z Dębiną to teraz obserwuj najmocniej, bo w zimowym okresie się budżet i inwestycje najbardziej planuje. Tu już w kwietniu może ciężki sprzęt wjechać ... Czego oczywiście nie życzę!
Huann - o tak, exodus to coś, czego byłem bliski :) Dziękuję - dowiem się na dniach. W najgorszym wypadku nowe koło, co i tak jest tańsze niż nowy rower. Tak się pocieszam :)
Kamil - no coś w tym jest. Dlatego "zmienne warunki" są idealnym opisem :) Oj, jak by było pięknie, gdyby Twoja opcja okazała się skuteczna...
Strus - widziałem, dokładnie tak to u mnie wygląda. Tylko że korba nawet podczas prowadzenia żyje swoim życiem, więc powrót nie był możliwy. Ale truchcik, żeby zdążyć zostawić rower w serwisie przed jego zamknięciem, był całkiem udany :)
JPbike - o proszę, ciekawy pomysł :) Dzięki. Obym nie musiał korzystać z takich porad już nigdy :)
Jakbyś w takiej sytuacji znalazł się w szczerym polu, to aby aby wrócić - proponuję przywiązać np sznurkiem rolniczym (do znalezienia w polu) największą zębatkę kasety do szprych i miałbyś prymitywne ostre koło :)
"W zmiennych warunkach", przecież Ty jeździsz w każdych! W sumie dobrze, że Ci się nie zrobiło ostre koło. Może uda się tylko rozebrać, wyczyścić i przesmarować bębenek.
Trzymam kciuki, by blaszany bębenek znów bezproblemowo grassował (w trawie i nie tylko) w zmiennych (skoro już muszą takie być) warunkach pogodowych i terenowych.
Grigor - nie no, aż tak źle z tymi lasami (jeśli Lasy Państwowe dają im pozostać sobą, czyli oksymoron) nie jest. Zwierzyna wciąż rządzi, jednak zimą pola - jak wiesz - to poezja dla miłośników przyrody. A mój "przydomowy" poznański las to w ogóle ewenement. PS. nie wiem na ile jesteś na bieżąco, ale Dębinę miasto i Rowerowy Poznań chcą... wyasfaltować. Walczę, żeby do tego nie dopuścić. Dzięki za potwierdzenie co do awarii - tak jak napisałem, to najgorsza opcja, bo części brak :(
Meteor - niech to napięcie będzie pozytywem, takim na siłę :) Testowo próbowałem co jakiś czas wsiąść i ruszyć, ale niestety :(
No tak, tytuł pesymistyczny, pierwsza fotka też potęguje nastrówj... a potem napięcie rośnie.
Też kiedyś miałem taką awarię i myślałem, że kilkanaście km. będę drałował z buta... ale po kilku próbach zaskoczyło, parę razy po drodze znów przestało działać, jednak znów udało się przywrócić do normy, a potem cudownie się naprało.
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"