Dżdżysto, szaro, buro, paskudnie. Do tego wiać w plecy nie chciało.
Zwierzaki były, ale już okazji do dobrych fotek brakowało.
Tu myszołów w oddali... ...tu znikające sarenki... ...tu czapla, ledwo widoczna. Ale malownicza w mimice za to :) W tym czasie przeleciały nade mną gęsi. W Szczodrzykowie mało co można, ale chyba zdjęcia robić tak. I oddychać :) Do pracy pojechałem Czarnuchem. Ledwo żywym, ale to już inna bajka.
Komentarze (6)
Ona wtedy chyba coś jadła, ale nie mam pewności :)
To Polska, ja już dawno przestałem się dziwić takim znakom. Pisanym cyrylicą tym bardziej.
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"