Glut chlupiący
A nie, miała być przecież zima!
W sumie ciężko powiedzieć, czym są opady marznącego deszczu przy temperaturze ledwo dochodzącej do plus jednego stopnia...
Gdy ruszałem, jeszcze nie padało. Kilka minut później już tak, a jeszcze kilka z nich minęło i miałem już w butach małe jezioro. Takie zamrożone. No ale skoro już się ruszyło, to przynajmniej gluta wypadało wykonać.
Finalnie nawet nie wyjechałem poza granice Poznania, tylko zrobiłem krechę w tę i z powrotem na szlaku z Dębca przez Hetmańśką, Starołękę, Minikowo, Krzesiny i Sypniewo do granic Szczepankowa i Spławia (to ostatnie pasowało idealnie), gdzie nastąpiła nawrotka.
Oczywiście opisywać nie ma czego, bo skupiłem się na tym, żeby się nie utopić :) A, i przeżyć, bo tu Starołęka, tam piesi-samobójcy, jeszcze gdzie indziej wymuszający pierwszeństwo na rondzie. Ot, polskie realia.
Fotki tylko symboliczne.


Kompakcik wyjąłem tylko na chwilę, żeby jedynie symbolicznie uwiecznić z daleka potrzeszcze na drutach.

Do pracy zrobiłem sobie spacerek przez Dębinę. Tam z daleka wypatrzyłem szpiega z krainy d(r)eszczowców :)

Paskudny dzionek. A fuj!








