Dzisiaj dopiero mieliśmy prawdziwy listopad tej zimy... Taki pełen wszelkich wszystkich niezbędnych elementów. Fuj.
Rano padało, więc się wyspałem. Tak solidnie. I solidnie padało, i solidnie się wyspałem :)
Potem niby przestało. Niby, bo oczywiście już kilka minut po wyruszeniu znów padało. Raz lekko, raz mocno, dopiero pod koniec w ogóle. No i wiało. Na tyle upierdliwie, że średnia tragicznie tragiczna.
Aparat wziąłem jedynie pro forma. Przydał się, bo w oddali zauważyłem parkę wędrujących po mokrym żurawi. Poza tym nudy. Chwila suchości na klasyku... ...oraz nowa tablica "reklamująca" Trzcielińskie Bagno. Na poznańskiej Dębinie dzisiaj genialna cisza i spokój. No i najważniejsza rzecz: ten, kto jeszcze nie wie, niech się dowie, że może pomóc :) Nasi zacni Bikestatowicze: Bitelsowa i Bitels zbierają na elektryczny skuter, niezbędny do poruszania się po amputacji nogi u Ani. Zebrana jest już połowa kwoty, ale sporo brakuje. Więc wielka prośba o wsparcie. Bezpośredni link do zrzutki można znaleźć TUTAJ, a wpis Bitelsa TUTAJ. Dajmy Bitelsowej znów śmigać! Wystarczy najmniejsza kwota, bo jak wiadomo ziarno do ziarnka... Dzięki z góry!
EDIT: już wiem, skąd taka średnia. W końcu miałem czas wyczyścić rower z całego syfu - gdy założyłem go przed tym na stojak i próbowałem pokręcić korbą, ledwo dało się to zrobić, taka pustynia była w napędzie. Tak coś mi się wydawało, że dziwnie ciężko się jedzie... :)
Komentarze (9)
Bitels - dziękuję, fajnie, że to moje amatorskie cykanie się czasem podoba :)
JPbike - uczę się, wiedzę już miałem dawno, ale tyle jeżdżę, że nie mam czasu czyścić :)
Byłem, gdzieś na ósmym kilometrze, bo nie dało się jechać. Wydałem 4 zeta (ot, taką minimalną kwotę wprowadzili, przez co nawet siodełko zostało wyczyszczone, bo przecież póki się leje, to nie można zmarnować!), dzięki czemu mogłem co prawda dalej kręcić, ale z każdą sekundą widziałem, jak syf wraca na swoje miejsce. Niech ktoś w końcu wprowadzi tu euro, bo lepiej będzie stracić jedynkę w nominale, a nie czwórkę :)
Ależ smarowane było, tylko nie spodziewałem się, że tyle syfu może zostać gdzieś między mocowaniem koła, kółeczkami przerzutki, blatami, już o samej kasecie nie wspominając. Teraz się boję, że jak ruszę, to napęd nie zadziała, względnie czysty sam siebie nie pamięta :)
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"