Dzisiaj rano padało, potem przestało, a następnie znów padało. No i wiało.
A fuj!
Trasa dokładnie taka sama jak wczoraj: Poznań - Luboń - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań. Po co kombinować? :)
Wciąż malowniczo. Na klasyku rzadko jest inaczej. Nawiedziłem "moją" ambonę w Lisówkach. Zakaz wisi, czyli tym bardziej wlazłem, bo takich abstrakcji normalny człowiek na poważnie brać nie może :) Zapomniałem kartki i długopisu, żeby zostawić list miłosny dla zwyroli-miłośników mordowania. Może kiedyś będę pamiętał :)
Ze zwierzaków przede wszystkim kolejne kropki sarenkowe spod Dopiewa oraz żuraw z okolic Szreniawy. Gdy jechałem do pracy, oczywiście lalo. Ale udało się niewyraźnie uchwycić rekord - piętnaście czapli na Dębinie :)
Komentarze (7)
Tak, mam tę wiedzę, że dla pijackich wąsatych grubych mend rowerzysta to dzik. Łoś to dzik. Żubr to dzik. Wszystko dzik. Na szczęście czasem też inna myśliwska menda też dzik :)
Zwyroli "pozdrów" też ode mnie mnie i życz im, żeby jak już coś im musi wpaść do głowy, to było to efektem strzelenia se w łeb, bo na nic więcej nie zasługują :)
Zwierzaków to chyba ze trzydziestka łącznie znaczy? :)
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"