Słowem-kluczem była mgła. Malownicza, ale jak zwykle głównie pobudzająca wyobraźnię. I co ciekawe, nagle zniknęła gdzieś w Chomęcicach, a pojawiła się ponownie za Konarzewem. Przed Palędziem dogonił mnie Jurek. Miał prawo, dwa koła więcej robią różnicę :) Fajnie było chwilę pogadać, a może i zmotywować do rzucenia w końcu roboty i skupieniu się na rowerowaniu? :) Do roboty przez Dębinę. A że na polach okazji do sfocenia zwierzaków nie było, to na koniec chociaż modraszka przy śniadaniu.
Komentarze (17)
Dobrze, że są drzewa, można się zatrzymać trochę wcześniej niż na samym dole :)
Chciałem skasować zbędne "z" i dzięki temu sobie przypomniałem, że miałem zgłosić problem z anulowaniem komentarzy. W tym miejscu gorąco dziękuję sam sobie :)
Oczywiście! Bo tam nie mam wyjścia - w góralu i tak mi prawie nie działają hamulce, więc chcąc nie chcąc fałmaksy robią się same :) Najciekawiej było z podczas zjazdu z Przełęczy Karkonoskiej, kilka razy na tych dziurach widziałem się jako ping pong znów na szczycie :)
Jak pisze daVe i Marecki - całkiem spoko ta mgła :) Ale i tak dla porównania - ja tegoż dnia miałem na Opolszczyznie, na pograniczu czesko-polskim przepiękną słoneczną aurę :)
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"