Wyjazd w związku z tym ciut wcześniejszy niż zazwyczaj, bo w okolicach 8:30. Wtedy jeszcze dało się oddychać.
Trasa z grubsza taka, jak wczoraj, ale lekko poszerzona o Czapury, żeby nie robić niepotrzebnego skrętu w Borówcu, który był niezbędny, żeby wyszło pięć dych. Czyli: Dębiec - Las Dębiński - Starołęka - Minikowo - Czapury - Babki - Głuszyna - Sypniewo - Szczytniki - Koninko - Gądki - Robakowo - Borówiec - Kamionki - Daszewice - Babki - Głuszyna - Minikowo - Starołęka - Las Dębiński - dom.
O tak było rano na Dębinie: Wiało z każdej strony, tylko nie tej właściwej. Gorąc plus 100% wmordewindu - tak, uwielbiam to :/
Skromnie ze zwierzakami, ponownie. Dzierzba gąsiorek tylko uratowała wpis :) Potem do pracy. Jednak w międzyczasie jeszcze podskoczyłem do serwisu odebrać Czarnucha, bo suport był do wymiany. Więc ostatnie kilkaset metrów to spacerek z dwoma rowerami pod pachami. Jazdy nie ryzykowałem :)
Komentarze (7)
Ojej, wtedy byłbym jakimś multi. Na szczęście mi to nie grozi :)
I jeszcze spotkałem kolegę, który na mój widok zakrzyknął: ooooo, na bogato :) Aż żałowałem, że nie miałem kostki cukru, miałbym okazję wesprzeć jakieś afrykańskie państwo.
Wiatr jest spoko w upale, ale niech się kurde ogarnie i wieje z jednego kierunku, a nie wszystkich jednocześnie.
Wy tam na Śląsku macie widocznie jakiś kopalniany gen, że przy cieple marzniecie. W sumie to doby pomysł na jakiś doktorat, ale nie z mojej branży :)
Można stwierdzić, że z dumą chwaliłeś się swoimi czterema kółkami :)
Gorąc bez wiatru - to jest dopiero sajgon :O. Jak wieje, to fajnie się człowiek ochładza :)). I nie wiem jakie upały? => dziś miał być najcieplejszy dzień, a chwile po godzinie szóstej ... trochę zmarzłem pfff ;). Może na powrocie z roboty będzie bardziej komfortowo :D
SlaBo - to fakt, wybrakowani jesteśmy :) Mam na swoje usprawiedliwienie tylko to, że co chwilę spadały mi słuchawki bluetooth, których na 100% Twój dziadek wtedy nie miał :)
Meteor - i niech już więcej takich dni w tym roku nie będzie... :)
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"