23 stopnie to przy ostatniej masakrze prawie jak komfort. Gorzej z samą aurą - pogodynki najpierw opadami postraszyły, ale przed samym moim wyjazdem zmieniły zdanie i twierdziły, że owszem, coś tam z nieba spadnie, ale gdzieś za cztery godziny. Co za mendy...
Przyzwoicie było przez trochę ponad połowę trasy, którym było "kondominium": od Poznania przez Luboń, Łęczycę, Puszczykowo, Mosinę, Krosinko, Dymaczewo Stare, Dymaczewo Nowe po Łódź. Tam zaczęło kropić, w Witoblu coraz intensywniej, a od Stęszewa przez Dębienko, Trzebaw, Rosnówko, Szreniawę, Komorniki i znów Luboń już tylko lało. Dopiero w samym Poznaniu przestało.
Fotki robiłem, póki mogłem. Bo potem już nie mogłem :) Minęło mnie spore stado czajek... ...a przez chwilę dumnie pozował i coś wrzeszczał myszołów. Już w Poznaniu, gdy padać przestało, poznałem jeszcze nowe dwie twarze :) Podsumowując: zmokłem, pod sam koniec przeziębienia. Tak, tego mi było potrzeba :/
Dystans zawiera dojazd do pracy, bo sobota niestety pracująca...
Komentarze (8)
Lapec - hehe, w Poznaniu ta opcja jest mało przydatna :)
Meteor - no właśnie. Ale w sumie i tak nie narzekam, bo względnie rzadko mnie coś dopada :)
SlaBo - dobre podsumowanie. Korzystam z większości, ale mimo pełnych zabezpieczeń i tak bywam zaskakiwany :)
Skoro się już wymieniamy źródłami "zmoknę czy nie zmoknę", to poza radarami, IMGW oferuje też nowcasting, czyli prognozę krótkoterminową, na godziny tylko. Ta ma największe szanse się sprawdzać. Co prawda weather.com, czyli źródło prognozy Google jest też aktualizowane na bieżąco i w moim odczuciu dość wiarygodne, jeżeli się zerknie tuż przed wyjazdem. Tak czy siak deszcz bierze się z powietrza, jak i komórki burzowe, nie muszą znikąd być przywiane i lokalnej wersji alternatywy uroku może nic nie przewidzieć.
A jak coś wisi w powietrzu i wolę nie mierzyć się z burzami, to jeszcze posiłkuję się Monitorem Burz, który daje podręczną wersję danych z radarów IMGW, zdjęć z sat24.pl, wyładowań z blitzortung.org oraz zdjęcia i raporty pogodowe innych użytkowników programu. I to wszystko w trasie i nawet powiadomienie przyjdzie, gdy w pobliżu będą wyładowania, więc co sprawniejsi mogą wtedy bić rekordy ewakuacją w bezpieczne miejsce.
Czyli nie do końca problem z pogodynkami, tylko z grafikiem, bo pole manewru ograniczone niezależnie od tego co pogodynki pokażą, czy też tam radary... no cóż, życie :-/
Huann - tylko że nie mam czasu na radary, jeździć trzeba :) Zdecydowanie koniówka, choć widziałem jeno zęby :)
SlaBo - no nie? Taki, który lubi być na językach :)
Meteor - problem w tym, że najczęściej najpóźniej w południe muszę być w pracy, mogę się bawić w analizy, ale jednak wybieram ryzyko. Cholerny kapitalizm :)
Ja w kontekście deszczu w ciągu najbliższych godzin opieram się na radarach, z czego z grubsza można przewidzieć najlbliższe godziny, jeśli nie pojawi się coś nowego. Co najwyżej porównując z aktualnymi mapami prognoz ICM-u, by sprawdzić jak do nich pasuje i jak mają się rozwijać.
I taka jest właśnie wyższość radarów śledzących sytuację na bieżąco od bajań pogodynek, które mogą mieć wyłącznie wartość uzupełniającą, nigdy podstawową.
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"