Ło matko, jak dzisiaj byłoby przyjemnie, gdyby nie ten cholery wiatr! Osiemnaście, maks dziewiętnaście stopni, niebo raz pochmurne, raz słoneczne, deszczu brak - miodzio. Prawie.
No ale niestety, dmuchający gnój opanował aktualnie Polskę (podobno całą), więc trzeba było się pomęczyć. Oczywiście znów walka poszła w niebyt, bo trzeba wiedzieć kiedy z roweru zejść. Czy jakoś tak :)
Trasa ponownie zachodnia, ale wersja mniej klasyczna: Poznań - Plewiska - Gołuski - Palędzie - Dopiewiec - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań.
Niebo było ponownie niesamowite. Kilka próbek. Jedna gdzieś z granicy Dopiewca i Konarzewa... ...druga dwukrotnie z Lisówek. Rowerówka jedna, z Trzcielina. Tam daleko w tle, w bagienku, siedziała sobie na jednej nodze kaczka :) Na polu wypatrzyłem jeszcze myśliwego. Takiego... zasypiającego :) Aktywował się dopiero po chwili, ale nie chciałem stresować bestii, więc nawet nie goniłem w celu pogłaskania. Dystans zawiera dojazd do pracy.
Komentarze (13)
To widocznie mnie szczęśliwie ominęło. Pozostaje się cieszyć :)
No jakbyś teraz obrabiał zdjęcia w produkcie, który nazywał się Picasa Web, to już mogłoby to wskazywać na jakieś moce nadprzyrodzone. Ja wiem, o której Picasie mówisz. Stąd pytałem o "I''m feeling lucky", bo taki automagiczny guziczek jest tam w obróbkach. Nie mniej jednak pragmatycznie rzecz ujmując, to ona też nie istnieje.
JPbike - zaraz postaram się nadrobić relację i doczytać :)
Ale - dzięki :) Zdjęć z telefonu praktycznie nie muszę ruszać, bo Samsung dość wiarygodnie oddaje barwy, natomiast te z aparatu czasem muszę obrobić darmową Picasą, żeby wyglądały jak na żywo. Ale delikatnie, bo nie dla mnie zabawa z HDR-ami i takimi tam wynalazkami.
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"