Ciągle wieje. Ale dzisiaj przynajmniej bardziej sprawiedliwie, więc przez jakąś jedną piątą trasy wiało mi nawet w plecy. Miła odmiana po tygodniu permanentnego wmordewindu.
Trasa dokładnie taka jak wczoraj, czyli: Poznań - Luboń - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań. A potem do pracy.
Nie widziałem ani jednego radiowozu, więc czułem się bezpiecznie :)
A tak to kompletnie bez czegoś wartego opisania. Znów nawet zwierzaków nie spotkałem :( Muszą więc wystarczyć słoneczniki. Na Dębinie rosną młode kaczuchy - trzy sympatyczne gnojki. Niech więc tutaj zaistnieją :)
Komentarze (6)
Lapec - nie no, raz mi się przydali. Coś kojarzę, tylko nie pamiętam w czym :) Jak sobie przypomnę, to napiszę, obiecuję! :)
Meteor - aż tak różowo (albo żółto) nie jest, to póki co jedno napotkane pole. Poszukam kolejnych :)
Brak ZOMO zawsze w cenie ;). Ogólnie, to jak sam pewnie wiesz, można na nich liczyć w wielu kwestiach: - można dostać gazem po oczach - dostać mandat - dostać w**rdol - zostać potrąconym na rowerze I oczywiście zostać zignorowanym jak czegoś potrzebujesz.
Dobrze że dużo ich zakorzeniło się na Żoliborzu, bo byśmy mieli kichę ;)
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"