Kolejny stracony dzień. W pracy oczywiście, bo przecież można było robić coś konstruktywnego, na przykład jeździć dookoła bloku na jednym kole z trąbką w ręce, a nie pracować. Choć w sumie chyba taka praca już istnieje, ale na cyrkowca to ja się nie nadaję :)
Wyjazd poranny, zachodni, męczący przez ciągły wmordewind. Zgodnie z tradycją dni ostatnich nie walczyłem, tylko pełzałem.
Trasa: Poznań - Luboń - Wiry - Komorniki - Szreniawa - Rosnowo - Chomęcice - Konarzewo - Trzcielin - Lisówki - Trzcielin - Dopiewo - Dopiewiec - Palędzie - Gołuski - Plewiska - Poznań. A potem do pracy.
Atrakcji zero, nooo, może prócz policji w Dopiewa, która najpierw wyprzedziła mnie bez kierunkowskazu na podwójnej ciągłej, a następnie nie zatrzymała się kontrolnie przed przejazdem kolejowym. Oj tam, oj tam :)
Takiego oto słonecznikowego XP-eka widziałem: A klasyk dzisiaj znów znamienity. Nie wiem w jaki sposób samotna kokoszka z Trzcielina się rozmnożyła, ale z faktami się nie dyskutuje: są młodziaki! :) Młodzież rośnie również w Palędziu. Na razie są na etapie porównywalnym do pryszczatego gimnazjalisty. Ten z prawej ewidentnie będzie aktorem. Dzisiaj udawał orła. Kuper mu to wyszło :) No i jeszcze czarna impreza, czyli kruki na balotach :)
Komentarze (12)
Dziękuję w imieniu słoneczników :)
No widzisz, warto było zmienić miejscówkę. Nie opuszczaj jej :)
Cieszą oko młodzi skrzydlaci, ale pole słoneczników to równie przyjemny widok. Dobrze, że ja wbrew założeniom mam więcej wolnego czasu w pracy i mogę poświęcić go bardziej produktywnie - na nadrobienie zaległości na BS :))
SlaBo - no tak, ludzka, z tym się zgodzę. Nawet w Poznaniu był radny PiS, który zgłaszał osiołki, które dla niego były za mało hetero. Wciąż jest istotnym głosem opozycji w tym mieście. Na szczęście tutaj to jakiś margines, jednak dość głośny.
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"