Dzisiaj prawie zaspałem. Budzik, to znaczy telefon (czy ktoś jeszcze używa klasycznych budzików?) nie zapodał odpowiedniej melodii w odpowiednim czasie, zapewne z mojej winy, więc zebranie się z łóżka poszło mi zadziwiająco szybko :)
Zebranie się na rower także musiało być ekspresowe. Jazda również, ale nie wyszło, bo znów wiało tylko w pysk i tylko mocno. Ale i tak zdążyłem.
Pogoda taka sobie. Początkowo nawet kropiło, potem na szczęście przestało. Za to temperatura idealna jak na lipiec - siedemnaście na plusie. Mniam :)
Pojawiły się pierwsze tegoroczne słoneczniki. Poza tym nuuuudy. Zwierzaki znów pochowane :( Tylko kózka z Trzcielina wpadła w obiektyw. Ciekawe czy ten piknik się odbył, skoro nie ma daty "25 czerwiec", tylko 25 czerwca? Do pracy - w związku z niepewną aurą - pojechałem Czarnuchem. Miałem to szczęście, że na Dębinie akurat na nanosekundę wyszło słońce.
Komentarze (15)
Dzięki :)
No proszę, nie jest jednak tak źle z budzikami, miłe zaskoczenie :)
Pole słoneczników ekstra i jeszcze ten obrazek z Dębiny! Ja używam klasycznego budzika, ten nigdy mnie nie zawiódł, bo z telefonu miałem kilka razy przypadek, że apka budzika się zawiesiła. Czasem awaryjnie mam nastawiony w telefonie, ale w sumie rzadko, bo raczej wyłączam telefon na noc.
To jest język największych tuz patriotyzmu, a zatem i największych ekspertów w dziedzinie dbania o mowę ojczystą. Jak Krystyna vel Sałatka czy premier Pinokio. Ja tylko czekam aż zreformują ustawę o języku polskim, by wreszcie i tam było poprawnie, a nie tak, jak chcą lewackie trolle.
Ja mam budzik - taki czerwony, wskazówkowy :P. Myślę że pół bloku wstaje ze mną o 05:20 :DDD Do tego oczywiście telefon i trzeci budzik "SOS". On jest najgorszy, bo jak nie jestem monter ... to też się muszę uwijać :D.
Ja mam budzik w zegarkowym HuaWuju firmowo z automatu - i bardzo go lubię, bo najpierw jest to szelest liści, potem niezbyt natrętne świergolenie, a na koniec kukułka. Najbardziej zaś go lubię za to, że nie budzi mnie za wcześnie ;p
Jadąc wiele lat temu przez południową część za przeproszeniem Rosji napotkałem pola słoneczników ciągnących się po horyzont. Od kierowcy dowiedziałem się, że po ichniemu to "podsołnieczniki".
Czerwiec powinien być co najwyżej szósty; nie ma takiego miesiąca jak 25, bo to oznaczałoby podwójny 12 z pojedynczym 1 ;)
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"