Dzisiaj już niestety zwykły i typowy dzień roboczy, trzeba się było zwlec z łóżka koło świt. No dobra, trochę później, bez przesady, aktualnie słońce wschodzi gdzieś w środku nocy, więc odpada. No ale po siódmej trzeba było być na nogach :)
Fajny chłodek na dworze był plusem, paskudny silny wiatr minusem. Finalnie wyszło na remis, ale z przewagą tego gnoja od utrudniania rowerzystom życia, co widać po średniej.
Powoli zaczynają się żniwa, co akurat dla amatora-fotografa jest dobrą informacją - przez ostatnie kilka tygodni bowiem wypatrzenie czegokolwiek w tych zbożowych chaszczach graniczyło z cudem. Teraz będzie łatwiej. O, na przykład taki żuraw nagle się pojawił między balotami... ...czy na przykład myszołów. Ale obydwa strasznie daleko, więc fotki słabe. Troszkę lepiej z tematem w bagnie w Trzcielinie. Tam szaleją aktualnie młode kaczuchy. Aura była różna. Raz nawet po drodze mnie lekko zmoczyło... ...w związku z czym do roboty pojechałem sobie mieszczuchem.
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"