Wiało tak jak wczoraj - ciągle w pysk. Olałem walkę.
Głównym punktem był zalew w Szczodrzykowie. W końcu jestem zadowolony - nie było ani zakały takich miejsc, czyli moczykijów, ani grillujących i głośnych Ukraińców, więc ptactwo mogło sobie spokojnie egzystować. Dzięki temu udało się uchwycić z bliska perkoza dwuczubego... ...również w wersji junior... ...a z daleka schowaną w szuwarach czaplę siwą... ...oraz już niestety niewyraźnie rybitwę. Po drodze wpadł jeszcze myszołów... ...oraz makolągwa. Dla znudzonych orniTROLLogią sam zalew... ...wielkopolska "nuda"... ...błękitny potwór... ...oraz krzyż w Szczodrzykowie. W sumie jedyne miejsce, gdzie mogłem oprzeć rower, proszę się nie dziwić :)
Komentarze (11)
Wszystko przed nim, ma czas. Najpierw musi nabrać barw :)
Zdjęcie robiłem jadąc jakieś 35 km/h, telefonem. Sorry za małą szczegółowość :) Może być, że ten prześwit ma niewiele więcej niż metr, bo jak się kiedyś zastanawiałem nad wyprzedzeniem takowego dołem, to obliczałem, jak bardzo muszę się schylić. Wysoki zdecydowanie nie jestem, ale wyszło mi, że i tak za cholerę nie dam rady.
Tak patrzę sobie na drzewko obok drogi. Prześwit wydaje się być na wysokości płotka wokół drzewka. A ile taki płotek może mieć? Może z wrażenia wydał Ci się większy niż jest? :)
Może jakiś wariant. Ewentualnie inny model, choć to jedyny, który pasował frontem w detalach do tego z Twojego zdjęcia. Inne były wyraźnie... inne. Z kolei styl dachu i świateł w kabinie jest tak charakterystyczny, że nie wydaje mi się by mogła być to inna marka.
Kolzwer - dzięki :) Ja to coś widzę drugi raz, jakoś dwa czy trzy miechy temu zastanawiałem się dokładnie nad takim wyprzedzaniem, bo strasznie zamulał :)
Marecki - dziękuję :) Faktycznie, dzisiaj w końcu dało się zdjęcia zrobić w spokoju, bez stresu, które wśród ptaków powodują ludzie, więc jestem zadowolony :)
SlaBo - zdecydowanie rower na krzyżyku :) Młodziak zapewne wdzięczny, a co do tego zagadkowego kolosa to naprawdę nie mam pojęcia. Nie jest to ten wspomniany bez Ciebie, koła za małe. Jak kiedyś jeszcze spotkam, postaram się jakoś poszukać choćby marki.
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"