O samej jeździe nie ma co pisać. Przeżyłem, to najważniejsze :)
Na poznańskiej Głuszynie, czyli jeszcze na terenie miasta, trafił mi się taki oto buszujący w zbożu żuraw: W Szczodrzykowie znów skromnie - tylko śmieszki dały się sfocić. Coraz ciekawsze rowery teraz robią :) Kładka nad S11. Lubię ją, choć wjazd na nią jest koszmarny, bo z kostki. Jeszcze Dębina... ...oraz wszystkiego najlepszego dla psiaków z okazji ich święta. Nie miały dziś łatwo, oj nie. Do pracy pojechałem rowerem... miejskim. Bo na popołudnie zapowiadano burze. O dziwo dojechałem :)
Kolzwer - dziękuję :) Mam nadzieję, że smakowały, w końcu dzień święty należy święcić :)
SlaBo - tak, ludziom się kółka w tych upałach mnożą widocznie :) W sumie nie narzekam, bo mam całkiem ładną pętelkę pod eską, ale czasem muszę skrócić dystans. Ale, ale, schody też są, tylko z drugiej strony. Nie ma tak dobrze - Kropa znosi upały jeszcze gorzej niż ja. Ostatnie dni spędziła w 90% pod łóżkiem, bo sobie dobrze wykombinowała, że chłód paneli plus cień daje szansę na przeżycie...
Rowery u Ciebie, widzę, takie jak i u mnie. Skarżyć się na podjazd na kładkę. Phi! Ma podjazd, a nie schody i jeszcze narzeka! Upał, upałem, a Kropa i tak wygląda na szczęśliwą. Bierz przykład. :P
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"