A tak wyglądało Jezioro Lusowskie: Tamże natrafiłem na perkozy w czasie godów. Piękny widok. Z bardziej domowej menażerii: konik... ...oraz gul-gul :) Dojazd zawiera - niestety - dojazd do roboty.
Lapec - oj tak, tym bardziej, że prawo jest takie, że mogą zalegać z opłatami rok, ale póki sami się nie wyniosą lub nie wygrasz przed sądem, nie masz jak ich wywalić. Jedyna opcja to zaufani koledzy, którzy delikatną perswazją namówią do przeprowadzki :) Nie pochwalam, ale częściowo rozumiem. Wypuścić też nie do końca dobrze, bo pewnie zaraz zabiorą się za niego miłośnicy mordowania w kapelusikach, ale na przykład głaskać i dbać, karmiąc aż sam szczęśliwy odejdzie już jest jakąś opcją :)
Marecki - dzięki, jak teraz patrzę na te foty to jakby inny świat. Jakieś słońce i mniej wiatru... To tak można? :)
To i tak miał szczęście (w nieszczęściu) że nie wynajmował mieszkania bezrobotnej matce z bombelkiem, bo zaległości by były większe xD. Średnio bezpieczne jest teraz wynajmowanie chaty pfff.
Co do cen, to znajoma musiała spieniężyć biżuterie bo coś tam. No to co dostała to było więcej niż 40zł, ale i tak nieposzalała za to xD.
BTW: no prócz celów konsumpcyjnych, to też nie mam zielonego pojęcia co można zrobić w gospodarstwie z indorem. Choć wiem (nie pamiętam kiedy takie mięso jadłem) ... wypuścić :)
Huann - ale dłuuuuuuuuuuuu(...)uuuuuuuuuuuuugi link :) To inne miejsce, ale jezioro to samo - genialne.
Lapec - wolę indyka niż Dudy-ka :) Tak, pozostańmy, ostatnio kumpel opróżniał garaż po kolesiu, który zmył się z wynajmowanego mieszkania z półrocznymi zaległościami na koncie. Kolega zawiózł masę gratów do skupu, spodziewając się choć częściowej rekompensaty. No cóż, te niecałe czterdzieści złotych średnio go zadowoliło :)
Kolzwer - dziękuję :) Indykowi nie ma się co dziwić, bo znając ludzi jego przyszłość jest średnia - indyczych jaj się nie jada (a podobno można), więc... :(
Świetne ujęcia perkozów, a indyk widać, że poddenerwowany. Pamiętam, jak kilka lat temu indyka miał jeden z mieszkańców w rodzinnej miejscowości, normalnie chodził blady, ale gdy tylko podchodziło się do płotu podbiegał i od razu się czerwienił :)
Jak najbardziej można połączyć miłość do roweru z bezrobociem :). Trzeba ino wózeczek dokupić i zlokalizować najbliższy skup złomu :P. Pozostańmy jednak przy klasycznym modelu pracy :DD
JPbike - nie, to jakaś sztuczna nawierzchnia, ale całkiem ładnie się prezentuje :) Dodam, że z całego pomostu po ostatnich wichurach został jedynie ten kawałek. Być może niedługo dorobią resztę, bo leży toto złożone.
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"