Zgodnie z zapowiedziami pogoda się spieprzyła. No cóż, dobrze wiedzieć, że pogodynki się czasem jednak nie mylą.
Na termometrze zaledwie siedem stopni, a podczas jazdy jako towarzysz zimny wiatr. Jakoś nie miałem specjalnej motywacji do walki, więc poranny wypad jedynie na zasadzie: byle przeżyć :)
W Trzcielinie ani jednego kotka :( Widocznie się pochowały na samą myśl o aurze. Za to trafiły się żurawie, które to zerkały na ambonę, czyli symbol ludzkiego okrucieństwa, to dreptały, to tańczyły na wietrze. Wpadł też samotny potrzeszcz. Sarenki już czekają na lato 2022 :) Generalnie jednak było szaro, buro i ponuro... ...również na Dębinie. Za to wracając z niej natrafiłem na dwa kolejne pieski z rasy kijkowców :) Dystans zawiera dojazd do pracy.
Huann - mnie ta technika wciąż zadziwia, a umiejętności Kropy w tym temacie to w ogóle mistrzostwo świata. Wiem, Tobik też nie gorszy :) Brawo za inicjatywę/y!
Zawsze zdumiewała mnie technika nordic walking wśród czworonogów ;)
Ja dziś po wczorajszej jeździe bezrowerowy reset - czyli kolejne 15 km pieszkom charytatywnych kilometrów dla Ukrainy po lesie. I nawet go trochę posprzątałem, a nakrętki zebrane przy tej okazji będą psom na fundacyjną budę :)
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"