Niestety - albo na szczęście - niewiele się po drodze zdarzyło. Nie było też specjalnie motywów do uwiecznienia. Jedyną nowością była ukraińsko-polska instalacja na rynku w Mosinie. W sumie jak na moje może tak zostać, przynajmniej to paskudne miejsce zyskało trochę kolorów :) Oczywiście bez wojny w tle.
Poza tym był mój las. No i obowiązkowo korek w Luboniu. Od lat postuluję: zaorać tę wieś i posadzić drzewa. Nawet zwierzaka żadnego nie spotkałem :( Więc za to zaległe gągoły na fochu. No i motywy z Dębiny. Powoli idzie wiosna :) Dystans zawiera dojazd do roboty.
Komentarze (11)
Lapec - super kierownik. Nie tylko dobrze analizuje, ale i wyciąga słuszne wnioski :) Zanim zalesię Luboń, najpierw wezmę od Ciebie namiar, który blok oszczędzić - będzie tam leśniczówka :)
Kolzwer - dzięki :) Dodam, że mam ten klimat kilkaset metrów od domu i jakieś 4 kilosy od centrum Poznania :)
Jak dla mnie bomba pomysł z tym Luboniem, ale obstaw tam gdzieś jeden blok - teście od mojego kierownika tam mieszkają :)). Przynajmniej mam z kim pogadać w robocie o Poznaniu, bo Kieras też rowerzysta ;). Aaaa, i gadał że nie znosi po Luboniu rowerem jeździć - ot, niespodzianka :D
Hahaha no foch widac . Ladne kolorowe zdjecia ale w przeciwieństwie do tego co relacjonuje mi Przyjaciółka która pojechala z misja Humanitarną w paszcze lwa. To ze jeszcze zyje to cud.
Dzisiaj na granicy Zgierza jakaś klasycznie rozgarnięta EZGunia wymusiła na mnie pierwszeństwo na... rondzie, na którym już byłem, a ona jeszcze nie.. I tak dobrze, że na tym rondzie nie skręciła w lewo, bo by była czołówka.
Pięć dych wykręcone, zwierzaki są, korki w Luboniu a jakże... jednak ten świat chyba się póki co jeszcze nie kończy, przynajmniej tutaj. Marna to pociecha, ale zawsze jakaś :)
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"