Trzynasty dzień wojny. Dzisiaj mordercy od Putina próbowali wejść do Mariupola... korytarzem humanitarnym. A ta swołocz w miastach, które już zbombardowali, zachowują się jak Armia Czerwona w swoim najgorszym wydaniu. Część Rosjan próbuje protestować, ale za to do pierdla idzie się z automatu.
Nic się nie wydarzyło. Było wręcz nudno. Życzę tego samego ludziom na wschodzie.
Odwiedziłem "swoją" niebieską ambonę w Lisówkach. Na szczęście znów nie było w niej żadnego mordercy. Niestety zwierzaków brak. Tylko jeden samotny myszołów wysoko na niebie. Za Plewiskami znajome sarenki. Tyle. Aha, jeszcze Dębina :)
Wygląda niestety na to, że konflikt szybko się nie skończy, pewnie miną tak kolejne tygodnie. Przy takich widokach chociaż na chwilę można przestać myśleć o zbrodniach za wschodnią granicą, foty świetne.
Marecki - Putin niestety wiedział, co robi, gdy ściągał na te "manewry" gówniarzy z rosyjskiego głębokiego zadupia. Tanie mięso armatnie zachowuje się adekwatnie do potencjału.
Wtedy Ententa była tyle warta, co Państwa Centralne. Wszystko to były imperia większe lub mniejsze i ich geopolityka. Z tym, że Rosji to zostało do dziś - w dodatku wraz z metodami osiągania swych celów rodem sprzed stu lat.
Ja dziś znów nazbierałem pieszkom kilosów dla Ukrainy. W ramach półmaratonu odwiedziłem sześć leśnych górek. Siódmą, o nazwie Ruska Góra - zignorowałem. Przypadek? Nie sądzę ;)
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"