Prawie dziś zaspałem. Pobudka lekko przed ósmą, na dwunastą trzeba być w pracy i jeszcze zrobić swoje na rowerze. Żaden problem :)
To znaczy jeden był - niepewna pogoda. Miało padać, więc wybrałem do jazdy Czarnucha. Generalnie nie żałowałem, bo co prawda opad był raczej symboliczny, ale dupa by zmokła. A tak błogosławieństwo ludzkości zwane błotnikiem zrobiło swoje.
Generalnie fajnie się jechało, o czym świadczy nienajgorsza jak na ciężki rower średnia. A że było szaro, ponuro i brzydko? No życie. Nawet jeden jedyny myszołów smętnie się dołował w tej aurze. I to mimo towarzystwa. To się nazywa koegzystencja międzygatunkowa pod wysokim napięciem :) Będąc w Lusowie odwiedziłem grób Ryszarda Kotysa, czyli "pana Paździocha", sądząc, że będzie już jakiś bardziej okazały, jednak wciąż jest bardzo prosty. Może i dobrze? Do pracy rowerem nie jechałem - zbyt duże ryzyko powrotu wpław.
Lapec - jesienią i zimą też jestem za słonkiem, latem niekoniecznie :) W tych warunkach jednak przyłączam się do życzeń, byle nie zabijał, jak ma to w zwyczaju.
Marecki - dzięki, łatwe to nie było :) Tak się domyślałem, że z pomnikiem raczej kwestia czasu, z moją babcią chyba było podobnie, trzeba było odczekać.
Miciu - no porażka... Ale wystarczy przeprowadzić się do Poznania i tych opadów może być mniej :)
Kiepskie światło ale sporo wyciągnałes z myszaka i jego kumpla pod napięciem.. Generalnie pomnik stawia sie po kilku miesiącach do roku, ja tak stawiałem ojcu..
Bo to był szary obywatel, tylko że z talentem. Skromny człowiek ze skromnym grobem. Jednak są osoby, które o nim pamiętają - ile razy przejeżdżam obok tego małego cmentarza, leci mała myśl o nim.
W Polsce szosy nie brakuje, niestety pogoda się chrzani :/
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"