Dzisiaj - o dziwo - nie padało. Nie mogłem się odnaleźć :)
Wyjazd już typowo przedpracowy, czyli na szybko. To znaczy w teorii, bo praktyka okazała się inna: wschodni wiatr był na tyle silny, że w połączeniu z jazdą przez miasto (dokładnie połowa trasy, czyli około dwudziestu pięciu kilometrów) wyszło ślimaczo. No życie.
Żeby nie było, że nie wiało, jak wiało, oto widok na Wartę i Cybinę. Przy okazji można zauważyć, że na prawym brzegu jest już inny, bardziej ekologiczny sposób regulacji rzeki. Betonowi precz! No i poza tym klasyki. Dziewicza Góra... ...sinusoida w Mielnie... ...oraz polno-leśne motywy rowerowe. Zwierzaków dzisiaj brak. W zamian leci przesłanie dla (głównie) TVP :) Dystans zawiera dojazd do pracy.
U mnie wiał solidny NEN-ufar ;) Z wieży na Dziewiczej Górze powinna koniecznie sterczeć jakaś dziewica. Tylko skąd taką wytrzasnąć? (tzw. konsekrowanych nie liczę;)
Taa, przy takiej aurze skóra się przesusza, pęka i w ogóle ;-) Na szczęście ja ruszałem jeszcze w lekkim deszczu, co prawda potem z niego wyjechałem, ale wilgotność zapewniała jeszcze odpowiednie nawilżanie cery ;-)
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"