Dzisiaj już trochę spokojniej niż wczoraj - nic mi na trasie nie pękło, nie odpadło, nie wystrzeliło, nie czekały też na mnie jakieś niespodzianki okołopracowe. Kumulacja była wczoraj, poproszę o brak powtórek :)
Wyjazd dość późny, bo lekko zaspałem. Miałem nadzieję, że wiatr już da sobie spokój, ale nic z tego - wciąż gnoił zdecydowanie zbyt mocno i niesprawiedliwie. W związku z tym trasę zaplanowałem na w tę i z powrotem, czyli po prostu nie planowałem :) Z Poznania przez Luboń, Łęczycę, Puszczykowo, Mosinę, Krosinko i Dymaczewo Stare dostałem się do Bolesławca, gdzie zawróciłem na wysokości stajni i pognałem swoimi śladami, żeby nadrobić żałosną średnią. Wyszło tak sobie, bo pomoc powiewów była nikła.
Nie zawiodłem się - w Bolesławcu daniele jak były, tak są. Na szybko zrobiłem im małą sesję. W drodze powrotnej trafił się smętny bocian na latarni. Do pracy pojechałem lekko naokoło, bo testowałem koło w Czarnuchu na Dębinie. Przy okazji cyknąłem fotę platformy do obserwacji ptaków, którą niedawno zrobiono. Po cholerę? Nie wiem. Jedyny plus z tego, że jest maleńki daszek, pod którym można się schować gdy pada. Rower śmiga. A to zdjęcie koła, które przejechało ze mną niecałe 9 tysięcy. Już trochę bardziej rozumiem wynik Mai Włoszczowskiej w Tokio :)
Komentarze (13)
Te koła pewnie robią z tego, co nam serwują Babki :)
Meteor - dlatego nie psioczę specjalnie. Ładnie wycięli miejsce na drzewo, widać, że przemyślana konstrukcja. Ja tam i tak siadam obok, bo mam lepszy widok na czaple. Ważne, że przegoniło toto wędkarzy, którzy mają mniej miejsca na zajmowanie miejscówki na 24h :)
Huann - tylko są bardziej szlachetne. I mądrzejsze :)
Lapec - kurde, logiczne! :) Dzięki, wszystko stało się jasne. Niczym niebo nad wyciętym lasem. Polska :/ Bocian nawet nie miał zapędów samobójczych - zginąć od wygięcia dzioba czy od mieszkańców: takich dylematów raczej nie przewidywał :)
Evita - nikt normalny tego nie kuma. Musiałabyś zapytać zwyroli, czyli myśliwych. Choć obawiam się, że tym bardziej przestałabyś kumać, słuchając ich "argumentów" :/ Bociek wybiera to, co dla niego najlepsze, my wyboru nie mamy, ale jesień szanujemy, bo kolorowa i... nie jest latem :)
Marecki - daniele dziękują, ale jak słyszę "ferma", to wiem, że to rzeźna w wersji "light". Naczytałem się trochę o tym. W tym Bolesławcu na szczęście to chyba bardziej edukacyjna opcja. Mam przynajmniej taką nadzieję :) Koło zdecydowanie mnie zaskoczyło swoim krótkim żywotem :/
JPbike - no właśnie, masz fajne miejsce, a tu nagle go nie masz, bo jest "lepiej" :/ Ja tam niczego nie zajeżdżałem, kręciłem rowerem górskim w trudnych warunkach, głównie zimowych i jesiennych, chyba Kross powinien przewidzieć taką ewentualność :) Tym bardziej, że serwisu nypli chyba nie ma żadnym pakiecie :)
Cosik wymyślają przeróżne konstrukcje i to w mało spodziewanych miejscach... A to koło demolka to naprawdę grubo zajechałeś, pełno szlifów wewnątrz, nypel zardzewiały :)
Piękne te daniele, nie mogę pojąć, dlaczego nadal zabija je się dla mięsa czy rogów. Twój bocian chyba wypatruje kierunku wylotu. Idzie jesień..., z gniazda odleciały już bociany z Przygodzic, no trochę chyba za wcześnie! ( choć wiadomo, kocham jesień ).
Jeżdżę, bo to kocham. I nie jest to jakieś tandetne hasło reklamowe podrzędnego sklepu sportowego. Na rowerze (z kilkoma przerwami podczas studiów i zaraz po) jestem od kiedy pamiętam. Teraz to być może jest już jakiś pozytywny nałóg - w tym momencie ukłon dla Żony za tolerancję :) aha, nie bywam na ustawkach, maratonach czy wszelakich Tór de Amatór - o wiele większą przyjemność sprawia mi wyprzedzenie kogoś na trasie lub porozmawianie z nim i wspólna jazda. Takie zboczenie :)
Okazyjnie używam kamerki i bywa, że coś czasem nakręcę i umieszczę na pewnym zupełnie nieznanym serwisie. Więcej w zakładce "Filmy, czyli jestę reżyserę"